Książka "Wąbrzeźno żąda dostępu do morza! Rzekami absurdów."
Prawdziwa historia. Nieprawdopodobna wyprawa.
Ktoś napisał na murze: „Wąbrzeźno żąda dostępu do morza”. Ktoś inny potraktował to zbyt poważnie i ruszył szlakiem, którego nie było.
Pełna humoru, chaosu i zwrotów akcji opowieść o tym, co dzieje się, gdy wielki plan zderza się z rzeką, logistyką i grupą przypadkowo dobranych ludzi.
Tylko pozornie jest to reportaż ze spływu. Pod warstwą przygody kryje się historia o przyjaźni, ambicji, rozczarowaniach i relacjach. Książka bawi, wzrusza i przypomina, że czasem ważniejsze od osiągnięcia celu jest to, co wydarza się po drodze.
Cena: 50.00
- Prawdziwą przygodę
Atmosfera wielkiego wydarzenia z nieoczekiwanymi zwrotami i autentycznymi bohaterami. - Humor sytuacyjny
Bo większość najlepszych scen wydarzyła się wtedy, gdy coś poszło nie tak. - Ludzi i relacje
Przyjaźnie, zgrzyty, ambicje i rozczarowania wystawione na próbę. - Genezę szalonego pomysłu
Skąd wziął się pomysł by wytrzeć wśród zarośli szlak prowadzący aż do Bałtyku. - Dwie zupełnie różne wyprawy
Pierwszą pełną energii i drugą, która brutalnie zweryfikowała wcześniejsze wyobrażenia. - Drugie dno
Opowieść o tym, co zostaje z wielkich planów i dlaczego czasem droga okazuje się ważniejsza od celu. - Piękno przyrody widziane z bliska
Rzeki, jeziora, dzikie brzegi i miejsca, do których trudno dotrzeć z lądu — opisane z perspektywy ludzi naprawdę płynących przez ten świat. - Impuls, żeby wreszcie ruszyć
To historia, która przypomina, że nie trzeba mieć idealnego planu, wielkiego budżetu ani pełnej pewności siebie, żeby zrobić pierwszy krok. - Lekki i przystępny język
Książkę czyta się płynnie i bez wysiłku. Krótkie sceny, humor i naturalna narracja sprawiają, że trudno odłożyć ją w połowie.
Co dostaniesz wraz z książką?
Miałem tylko zapisywać, co wydarzyło się po drodze
Nazywam się Kamil Topolewski. Byłem jednym z uczestników wyprawy, która zaczęła się od absurdalnego hasła na murze, a zaprowadziła nas z Wąbrzeźna aż do Bałtyku.
Od początku zapisywałem kolejne wydarzenia w niewielkim notesiku zabranym do kajaka — sukcesy, kryzysy, pomyłki i sytuacje, o których po powrocie trudno było opowiadać bez śmiechu. Z czasem okazało się, że pod historią spływu kryje się znacznie więcej: opowieść o ambicji, przyjaźni, rozczarowaniach i relacjach, które zmieniają się wraz z ludźmi.
Po kilku latach wróciłem do notatek i zrozumiałem, że ta historia zasługuje na coś więcej niż album ze zdjęciami. Tak powstała książka „Wąbrzeźno żąda dostępu do morza. Rzekami absurdów” — opowiedziana przez człowieka, który znajdował się w samym środku wydarzeń, ale dopiero po czasie zrozumiał ich prawdziwe znaczenie.
Wieczór, w którym książka zaczęła żyć
Miało być kameralnie...
Podczas premierowego wieczoru sala Wąbrzeskiego Domu Kultury wypełniła się zaproszonymi gośćmi, rodziną, znajomymi i osobami, których wcześniej zupełnie nie znałem.
Była wystawa, przemowy, krótki panel dyskusyjny, telewizja, szampan i oczywiście moment, w którym pierwsze egzemplarze książki trafiły do czytelników.
Czy było stresująco? Może trochę — w końcu to debiut. Atmosfera tego wieczoru szybko jednak zamieniła tremę w prawdziwą, nieskrępowaną falę szczęścia.